Chapter Text
Claire kończyła pakować już swoją drugą walizkę i westchnęła po raz kolejny tamtego dnia. Był to dzień jej przeprowadzki razem z mężem i dziećmi na Jorvik. Wyspę, o której praktycznie nic nie wiedziała. Niby nie było to nic wielkiego, bo przeprowadzała się w całym życiu wiele razy. Zawsze jednak wiedziała, że to tymczasowa zmiana, że po dwóch lub trzech latach znowu się przeniesie. Tym razem jednak miała tam teoretycznie zostać na stałe. Kobieta była zawodowym jeźdźcem z ogromną liczbą sukcesów, ale uczyła jazdy dopiero od kilku lat, bardziej dorywczo niż zawodowo. Teraz miała zająć się tym w pełnym wymiarze i miała nadzieję, że znajdzie kogoś odpowiedniego na swoje miejsce.
Decyzja o wyjeździe mimo że podjęta wspólnie była inicjatywą jej męża. Claire z jednej strony rozumiała jego stanowisko. W końcu mają dwójkę dzieci, czterolatka i roczną córeczkę dla których takie ciągłe przeprowadzki mogą być problematyczne. Tak byłoby dla nich lepiej, dorastaliby w jednym otoczeniu i mogliby w spokoju się uczyć, a może nawet za kilka lat skusiliby się na lekcji jazdy konnej. Mimo to kobieta postrzegała wyjazd jako swego rodzaju ograniczenie dla swojej kariery. Była to jednak w stanie zignorować dla dobra dzieci.
Claire zapięła spakowaną już walizkę i zeszła na parter ich domu od razu kierując się do salonu. Tam był już jej mąż i czteroletni synek, którzy pochłonięci byli zabawą. Kobieta stała chwilę na schodach i przyglądała im się z lekkim uśmiechem. Na pierwszy rzut jej rodzina wyglądała normalnie, bez żadnych oczywistych dziwactw czy problemów. Prawda była nieco inna i skutecznie ukrywana przez dwójkę dorosłych. Edward, mąż Clare był pandorianinem. Poznali się kilka lat wcześniej, a mężczyzna wyznał jej prawdę o swoim pochodzeniu w dniu ślubu, w czasie drogi na ceremonię. Clare do końca nie rozumiała magicznej strony męża, ale nie przeszkadzała jej ona. Dla niej magia była czymś pobocznym w ich życiu. Do czasu, aż potencjał na posługiwanie się magią zaczął wykazywać jej synek. Jorvik, według opowieści jej męża była przez to bezpieczniejszym miejscem. Tam łatwiej byłoby mu opanować te zdolości.
- Nie przeszkadzam? – Clare zwróciła się do męża i syna schodząc już ze schodów i stawiając walizkę przy schodach.
- Nie, mamo. – chłopiec widząc mamę od razu odszedł od taty i wyciągnął do niej ręce. Kobieta kucnęła, wzięła syna na ręce i przytuliła go do siebie.
- Gavin, jesteś już spakowany?
- Nie, bawiłem się z tatą.
- To na co czekasz, hm? Idź i się pakuj. – Claire uśmiechnęła się do dziecka, postawiła go na ziemi po czym chłopczyk szybko pobiegł do swojego pokoju i zaczął się pakować.
Kiedy syn małżeństwa zniknął za drzwiami swojego pokoju, niebieskooka podeszła do męża i go przytuliła. Edward uśmiechnął się do żony odwzajemniając uścisk i zerknął przelotnie na drzwi do pokoju syna.
- Jesteś już spakowana?
- Tak, ale dalej nie rozumiem czemu tak się uparłeś na tą wyspę. – mruknęła kobieta odsuwając się od męża. – Przecież mogliśmy bez problemu wyjechać do stanów, albo gdziekolwiek gdzie to magiczne połączenie jest silniejsze.
- Clare zaufaj mi. Tam jest naprawdę wspaniale. Zresztą to miejsce ma bardzo dobre konie, a to jest chyba wspaniała wiadomość dla ciebie.
- To wiem, mówiłeś to kilka razy.
- Powiedzmy, że mam tam kilku starych przyjaciół, którzy mogą pomóc nam z dziećmi.
- Ci sami, którzy byli na naszym ślubie? Mam do nich kilka uwag Edward.
- Na Jorvik będziesz miała też okazję zabłysnąć swoim talentem.
-Mhm... Ale prosiłam, abyś nie czytał mi w myślach.
Edward uśmiechnął się ciepło do żony i wzruszył ramionami. Mężczyzna często używał swoich zdolności, aby złagodzić jej obawy lub dowiedzieć się co dokładnie jej przeszkadza. Claire westchnęła ciężko. Nadal miała swoje obawy co do wyjazdu, ale rozumiała jak ważne to było dla jej męża i potencjalnie dla przyszłości ich syna. Po chwili Gavin podbiega do rodziców z uśmiechem na twarzy i przytulił się do nich. Edward pocałował krótko żonę i pogłaskał chłopca po włosach. Claire spojrzała na Gavina po czym zerknęła na śpiącą na kanapie córeczkę.
- Gotowy Gavin? – ojciec kucnął przy dziecku i się do niego uśmiechnął. Chłopiec pokiwał głową na potwierdzenie. On bardzo cieszył się z wyjazdu.
- Dobrze, to chodź – Edward ruszył z synem do korytarza.
Claire chwilę patrzyła na męża i syna, którzy zaczęli się już ubierać po czym wróciła do sypialni. Kobieta zabrała z pomieszczenia torebkę, a kiedy przechodziła obok schodów zabrała jeszcze walizkę. Następnie ruszyła do korytarza, założyła swój płacz i buty po czym wyszła na zewnątrz. Edward pakował już ich walizki do bagażnika, a dwójka ich dzieci siedziały na tylnych siedzeniach. Adelaide nadal spała spokojnie, a Gavin bawił się kostką Rubika. Claire podeszła do męża i chwilę przyglądała się jego pracy.
- Gotowa? – zapytał mężczyzna zamykając bagażnik.
- Oczywiście, tylko liczę, że mi się tam spodoba i żaden przerośnięty czarny kłębek kurzu mnie nie powita.
Edward spojrzał na żonę z lekkim rozbawieniem, a ta pocałował go w policzek.
- Jestem pewien, że ci się tam spodoba. To naprawdę cudowna wyspa.
- Cóż niedługo sama się przekonam. Masz bilety?
- Tak, są w schowku razem z paszportami. – Edward podszedł do miejsca kierowcy i zaczekał aż jego żona okrąży samochód. – Wsiadaj i jedziemy. Chyba nie chcesz się spóźnić na lot?
- Oczywiście, że nie. Wolę samolot od tej twojej teleportacji.
Claire uśmiechnęła się do męża i usiadła na drugim miejscu z przodu. Jej mąż wsiadł za kierownicę i odpalił silnik. Kobieta zerknęła kontrolnie na dzieci z pomocą lusterka. Gavin położył sobie kostkę na kolanach i był skupiony na widoku za oknem, a Adele nadal spała. Edward wyjechał z ich podjazdu i od razu skierował auto w stronę lotniska.
Kiedy cała czwórka weszła na główną halę lotniska wraz z bagażami, zaczęło się drobne zamieszanie związane ze znalezieniem miejsca skąd odlatuje samolot. Claire miała już mapę lotniska w głowie i wiedziała dokładnie co robić. Poruszanie się po budynku utrudniał jej jednak ciekawski czterolatek, który rozglądał się na wszystkie możliwe strony i co jakiś czas pytał o zauważane rzeczy ojca. Edward odpowiadał na wszystkie jego pytania i co trochę poganiał chłopca, który szedł obok matki.
Kiedy wreszcie cała czwórka usiadła w samolocie Claire nabrała jeszcze większych wątpliwości niż w domu. Bliski związek wyspy z magią wydawał jej się czymś dobrym dla jej dzieci, ale dopadły ją wątpliwości co do ich bezpieczeństwa. Gavin był jeszcze dzieckiem, bardzo inteligentnym ale i bardzo ciekawskim przez co mógł łatwo wpakować się w kłopoty. Edward odczytując obawy kobiety złapał ją za rękę i uśmiechnął się do niej lekko.
~Będę ich pilnować. – głos męża rozległ się w umyśle Claire. Kobieta słabo pokiwała głową.
Teraz czekał ich wszystkich nieco ponad godzinny lot na Jorvik, po tym prawie taki sam czas jazdy samochodem do nowego domu. To mogło być wyzwanie kiedy miało się dwójkę małych dzieci. Do tego po dotarciu na miejsce musieli się jeszcze rozpakować. Claire westchnęła ciężko na samą wizję takiego rozkładu resztki dnia. Jej pocieszeniem był Edward, który zawsze był w stanie zając się ich dziećmi i jeszcze pomóc jej nieco przy obowiązkach domowych
***
Kiedy samolot wreszcie wylądował i wszyscy z niego wysiedli Claire musiała zmierzyć się ze znienawidzoną przez siebie rzeczą, czekaniem na odbiór bagaży. Gavin w czasie czekania zaczął ponownie bawić się kostką Rubika, którą Edward ponownie wymieszał kiedy chłopiec zasnął w samolocie. Kobieta co jakiś czas zerkała na syna i lekko się uśmiechała widząc jego starania. Chłopczyk ciągle próbował ułożyć kostkę, co mu nie wychodziło. Gavin nie poddawał się jednak, ani nie pytał ojca o pomoc. Kiedy wreszcie bagaże pojawiły się na taśmie Claire odetchnęła z ulgą i zdjęła je z niej zanim Edward zdążył zareagować.
- Udało mi się! – zawołał chłopczyk z ławki i kiedy rodzice do niego podeszli pokazał im ułożoną kostkę.
- Brawo, mały. – ojciec poczochrał syna po jego brązowych włosach z uśmiechem. Chłopiec tylko się uśmiechnął i od razu zabrał swoją walizkę.
- Idziemy maleńka. – powiedział cicho mężczyzna podnosząc nosidełko ze śpiącą dziewczynką, a Claire westchnęła na ten widok. Domyślała się bowiem, że jej mała córka nie będzie spać przez całą noc.
Po wyjściu z budynku Edward skierował się w kierunku gdzie stała ich auto. Clare spojrzała wymownie na męża, a ten jedynie puścił jej oczko. Kobieta obawiała się o to jak mogą zareagować inni na odkrycie prawy o jej mężu, ale ten czasem wydawał się tym w ogólnie nie przejmować. Kiedy para załadowała bagaże do bagażnika i wsadziła dzieci do samochodu Claire rozejrzała się dookoła. Musiała to przyznać, że sama wyspa wyglądała naprawdę ładnie już na pierwszy rzut oka i zgodnie z przewidywaniami męża przypadła jej do gustu.
- I jak pierwsze wrażenia? – zapytał Edward uśmiechając się do partnerki.
- Może być.
Prawda była jednak taka, że Claire rzeczywiście była oczarowana scenerią. Lotnisko położone było na obrzeżach miasta, ale w najbliższej okolicy nie dominował beton, a roślinność.
- Podoba ci się. Poczekaj aż zobaczysz resztę.
Claire przewróciła oczami z lekkim uśmiechem po czym razem z mężem wsiadła do samochodu . Po drodze Gavin co jakiś czas pytał ojca o okolicę, w której będą mieszkać. Edward jedynie z uśmiechem powtarzał mu, że to niespodzianka.
***
- Jesteśmy – ogłosił Edward po ponad godzinnej jeździe samochodem.
Zatrzymał się przy budynku, który na przedmieściach kolejnego miasta, jak Claire przeczytała na znakach Jarlaheim. Okolica wyglądała kobiecie na typowe przedmieścia. Domy stały w dużych odstępach do siebie, a każde z podwórek było zajęte przez posadzone kwiaty lub zabawki. Po drodze z centrum miasta mijali kilka większych budynków wielorodzinnych, ale mimo to okolica wyglądała na bezpieczną. Kiedy Edward zgasił silnik i wysiadł z samochodu Claire zerknęła do tyłu. Jej syna już nie było w samochodzie, a Adele właśnie się budziła. Kobieta westchnęła i również wysiadła od razu zabierając córkę.
Okolica wyglądała na przyjazną. Podwórka między domami dzieliły pomalowane na różne ciepłe kolory płoty, a sama roślinność wydawał się jej bardziej żywa niż to w Europie. W oddali usłyszała też rżenie koni. Kiedy Claire skończyła analizować najbliższe otoczenia skupiła wzrok na swoim nowym domu, do którego drzwi już otwierał jej mąż. Kiedy tylko Edward wpadł do środka razem z synem Claire tylko westchnęła i przyjrzała się budynkowi na zewnątrz. Był on piętrowy, podobny do domów stojących w okolicy. Miał on jasną elewację, garaż oraz podwórko przed domem wyglądało na zadbane. Do tego kiedy brązowowłosa podeszła do drzwi dostrzegła, że pod werandą niedawno zostały posadzone krzaki róży.
We wnętrzu domu stało już kilka pudeł, w których były nowe mebla, które Claire wybrała kilka tygodni wcześniej. Kobieta dostrzegła swojego męża i syna między kilkom kartonami. Claire pokręciła głową, położyła nosidełko z Adele w pokoju, który miał stać się salonem i ruszyła dalej się rozejrzeć. Z salonu bez problemu dostrzegła dwie pary drzwi, schody na górę oraz pustą framugę, która była przejściem do kuchni. Clare najpierw skierowała się do kuchni. Była ona częściowo umeblowana, ale na blatach stały czekające na rozpakowanie kartony. Kobieta rozejrzała się nieco uważniej po całym pomieszczeniu. Ściany miały jasno pomarańczowy kolor i znajdowały się na nich te same białe kafelki, którymi wyłożona była również podłoga. Kobieta wycofała się do salonu po czym skierowała swoje kroki do pierwszych drzwi jakie dostrzegła zaraz po wejściu. Prowadziły one do łazienki, w której również było kilka pudeł, toaleta oraz wanna z prysznicem. Clare przeliczyła wzrokiem pudełka i po upewnieniu się, że Edward o żadnym nie zapomniał po czym wyszła z pomieszczenia i ruszyła do drugich drzwi. Te prowadziły do sypialni, którą miała dzielić z mężem. Tam jedynym złożonym meblem było łóżko dwuosobowe oraz kołyska. Claire weszła do środka zamykając za sobą drzwi i położyła się na chwilę na materacu. Pokój był taki jaki widziała na zdjęciach, które pokazywał jej mąż. Wszystko zgadzało się z tym jak wyobrażała sobie nowy dom. Niebieskooka przez chwilę miała ochotę się zdrzemnąć, ale wiedziała, że nie może. Po chwili leżenia kobieta wstała i przesunęła kilka pudełek bliżej łóżka, a resztę ułożyła pod ścianą.
Następnie kobieta zdecydowała się sprawdzić piętro. Po wyjściu z pomieszczenia ruszyła więc po schodach na górę. Na piętrz pierwsze co rzuciło się jej w oczy to drzwi po dwóch stronach nieco wąskiego korytarza. Claire najpierw weszła do pomieszczenia po prawej od klatki schodowej. Bez problemu po samych meblach poznała pokój przygotowany dla Gavina. Po zlustrowaniu pomieszczenia wzrokiem lekko się uśmiechnęła po czym wyszła i otworzyła drzwi do pokoju, który razem z mężem przygotowała dla córeczki. Planowali przenieść do niego Adele kiedy ta skończyłaby trzy latka. Claire szybko obejrzała pokój po czym zeszła po schodach do salonu, gdzie Edward razem z Gavin już brali się za składnie mebli.
- Już do pracy?
- Mhm – Edward bardziej skupiał się na składaniu, najpewniej kanapy niż na odpowiedzi.
Claire chwilę przyglądała się temu co robi po czym zerknęła na syna, która próbował pomagać ojcu podając mu różne narzędzia i wpatrując się z ciekawością w instrukcję. Kobieta westchnęła, zabrała jedną z walizek i ruszyła do swojej nowej sypialni, aby rozłożyć tam rzeczy córki.
***
Pod sam wieczór nowy dom Claire był już prawie w stu procentach gotowy. Edward nie złożył jeszcze wszystkich mebli, ale niebieskooka wraz z pomocą syna rozpakowała rzeczy z walizek oraz niektóre pudełka. Po rozpakowaniu Claire wiedziała, że czeka ją jeszcze gruntowane sprzątanie, ale to oficjalnie kończyłoby przeprowadzkę na Jorvik.
- Claire?
- Hm? – kobieta odwróciła się w stronę męża i zamrugała sennie. Nie było jeszcze bardzo późno, ale była zmęczona.
- Ja jutro będę musiał wyjść od rana.
- Dokąd?
- Spotkać się ze znajomymi…
- Druidami? – zapytała niebieskooka ziewając.
- Mhm.
- Okej. Ale obiecałeś mi, że jutro skończysz te meble.
- Pewnie. – Edward pocałował żonę w czubek głowy i mocno ją do siebie przytulił. – Słodkich snów kochanie.
- Dobranoc.
***
Następnego dnia Edward z samego rana starał się w miarę cicho przygotować do wyjścia z domu. Mężczyźnie udało się w miarę bez hałasu wszystko załatwić i wyjść z domu nie budzą żony ani syna. Edward przeszedł skrótem między domami i wszedł za mury Jarlaheim. W mieście dość szybko skręcił na drogę, która prowadziła w stronę powstałego niedawno zajazdu przy mości. Pandorianin w trakcie drogi zwracał uwagę na wiele zmian, które pominął kiedy był na wyspie ostatnim razem. Nie były one łatwe do wychwycenia, motyle z Pandorii łatwo mieszały się z unikalnym dla Jorvik odmianą owada. Do tego między żwirem i kamieniami jakimi wyłożona była droga mężczyzna dostrzegł niewielkie kryształki lodu. Ślad po obecności jednego z Jeźdźców Mroku. Edward przeszedł przez most łączący Urodzajne Hrabstwa z centralną częściom wyspy po czym skierował się w stronę Głuchych Lasów.
Mężczyzna nieco przyspieszył kroku kiedy znalazł się na terenie zamieszkanych przez druidów lasu. Tutaj nie musiał martwić się o śledzących go Generałów Garnoka, którzy musieli już wiedzieć o jego przybyciu. Po kilku chwilach mężczyzna zerwał się do biegu i skrócił sobie drogę do wioski biegnąc między drzewami. Zwolnił dopiero widząc zabudowania Valedale. Edward rozejrzał się stojąc na wzgórzu po czym pozwolił swojej pamięci mięśniowej przejąć kontrolę. Minął stajnie, przeszedł po moście na drugą stronę rzeki i wszedł bez pukania do domu swojego przyjaciela.
- Wróciłem! – zawołał dość głośno Edward i najpewniej usłyszała go już cała najbliższa okolica.
Evergrey spojrzał wystraszony z kuchni na wejście, w którym stał Edward. Druid odetchnął z ulgą i pokręcił głową rozbawiony.
- Naucz się pukać! – odkrzyknął na niego dopijając kawę.
Edward w odpowiedzi tylko się uśmiechnął i zamknął za sobą drzwi. Pandorianin czym usiadł na przeciwko niego przy stole.
- Ciebie też miło widzieć, Ev.
- Mhm. Też się cieszę, ale co ty tu robisz? Nie mieszkasz przypadkiem z Claire w gdzieś za granicą?
Evergrey nie ukrywał swojego zaskoczenia. Wiedział, że dla jego przyjaciela pokonywanie nawet ogromnych odległości nie było problemem, ale wiedział również, że Edwardowi około rok wcześniej urodziła się córeczka.
- Dokładniej rzecz biorąc to mieszkałem za granicą. Ale udało mi się namówić Clair do przeniesie się tutaj i to w dodatku na stałe.
- Jestem pod wrażeniem przyjacielu. Jak to zrobiłeś?
- Normalnie. Podejrzewam, że Gavin tak jak ja jest magiczny i powiedziałem jej, że tutaj będzie mi go łatwiej uczyć. Miała swoje obawy, ale zgodziła się spróbować.
- A co u niej tak właściwie?
- Całkiem dobrze. Wyspa już jej się spodobała, a widziała dopiero jej niewielkie kawałek. No i nie spotkała jeszcze koni.
- No domyślam się, inaczej pewnie zamiast być tutaj siedziałbyś z dziećmi w samolocie powrotym. A gdzie mieszkacie?
- Jarlaheim, dokładniej to przedmieścia.
- To ładną okolicę sobie wybraliście. U mnie niestety tylko drzewa i chwasty mojego brata.
- Nie narzekaj tak. Ja tam wolałbym siedzieć tutaj niż w mieści, jest znacznie ciszej. Ale Claire nie dałaby się namówić na wyjazd do aż takiej dziczy.
- Domyślam się, to nie jest życie dla każdego. A jak z małym?
- Też dobrze. Co prawda rozpiera go energia i już chce się pchać wszędzie gdzie się da, ale jakoś dajemy radę. Claire stara się nad nim zapanować, ale nie zawsze jej to wychodzi. On jest zbyt żywy.
- Domyślam się. W końcu to twój syn, a ty też masz czasem problem wysiedzieć w miejscu.
Edward zachichotał i słabo pokiwał głową. Cieszyła go energia i ciekawość świata Gavina, ale była też powodem jego niepokoju. Chłopiec był grzeczny i słuchał jego i Claire. Jeźdźcy Mroku, mimo że osłabieni po ostatniej Ceremonii Światła nadal pozostawali niebezpieczni, a Edward obawiał się, że jego rodzina może być ich kolejnym celem.
- Racja. W sumie to zapomniałem się pochwalić, że moja córeczka skończyła niedawno roczek.
- I nic nie powiedziałeś? – Evergrey skrzyżował ręce na piersi, udając oburzenie
- Ostatnio do was nie wpadałem, więc nie było okazji się pochwalić. Zimą się trochę pochorowała i załatwiałem z Claire tą przeprowadzkę.
- Mhm, rozumiem.
- A co u ciebie?
- Nudy, spokój, nudy.. hm.. spokój.. A! I jeszcze nudy
- Eh, czyli od śmierci Catherine nic ciekawego się nie działo? No bez żartów, tu zawsze się coś działo przed ceremonią.
- Tia, od jej śmierci i ceremonii jakoś wszystko nam ucichło...
- Nawet Avalon i jego próby podrywu?
- On to się bardziej niż uspokoił.. zaszył się w tym swoim szlafroku… Nawet mnie się już praktycznie nie pokazuje – Evergrey westchnął ciężko, a Edward spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Eh, nie sądziłem, że w parę miesięcy może się to wszystko aż tak posypać... Ja to tu chyba powinienem zamieszkać, bo co wyjeżdżam na dłużej to macie tu jakiś kryzys.
- Nie przesadzaj, nie jest tak źle
Edward chwilę przyglądał się przyjacielowi przeglądając jego myśli. Pandorianin chciał się upewnić, że w wiosce druidów nie dzieje się nic niepokojącego. W umyśle Evergreya dominowały jednak wspomnienia i myśli związane z wypadkiem Catherine.
- Możesz już się tak nie zamartwiać jej śmiercią? To nie jest niczyja wina.
- Chciałbym ale to trudne... Zwłaszcza, że prawie wszyscy mnie tu o to obwiniają…
- Mam tego świadomość. Ej, a może zabiorę cię ze sobą do Pandorii na kilka godzin, co?
- Nie wiem czy to dobry pomysł...
- No weź. Będziesz miał chociaż jakieś zajęcie i cię czymś zajmę. Może przestaniesz o tym aż tyle myśleć.
- Niech ci będzie. Nie mam w sumie nic do roboty jak na chwile obecną..
- Świetnie, ale mam tylko dwie godziny, bo jak się w domu nie pokażę to mnie Claire udusi.
- Spokojnie, rozumiem
Edward uśmiechnął się do przyjaciela i wstał od stołu po czym otworzył obok siebie portal do Pandorii. Evergrey przez chwilę przyglądał się przejściu do innego świata po czym sam wstał. Zawsze fascynowała go z jaką swobodą jego przyjaciel otwierał różne portle.
- Zapraszam i radzę trochę uważać. Cienie nie lubią praktycznie nikogo, a niedawno zaczęły gody.
- Jasne – Evergrey lekko się zaśmiał i przeszedł przez portal, a zaraz po nim to samo zrobił Edward.
Kiedy obaj znaleźli się z Pandorii druid odetchnął niepewnie powietrzem, które zostawiło na jego ustach posmak waty cukrowej. Edward zaczął oprowadzać swojego przyjaciela po okolicy, w której się znaleźli przy okazji mu wszystko tłumacząc. Gdzieś w połowie spaceru Edward przeszedł do tematu szczelin, które prowadzą do Pandorii, co od jakiegoś czasu było obiektem badań jakie Evergrey prowadził. Po spacerze Edward odstawił Evergreya do Valedale, a sam wrócił do swojego domu w samą porę na śniadanie.
***
Po paru godzinach spędzonych na składaniu ostatnich mebli, rozpakowywaniu pudełek i dokładnym sprzątaniu ostatnie co zostało Claire i Edwardowi do zrobienia to odłożenie kilku drobnych rzeczy na miejsce. Kiedy para skończyła, kobieta z lekkim uśmiechem poszła do pokoju ich córeczki. W czasie pracy małżeństwo ustaliło, że Edward pokaże ich synowi jedną z pamiątek, którą miał od druidów. Mężczyzna odczekał kilka minut z pomocą swoich mocy zawołał syna na dół. Ten już po chwili pojawił się obok swojego taty.
- O co chodzi tato?
- Chcę ci coś pokazać, siadaj – Edward wyciągnął spod łóżka stary album i usiadł obok syna.
- Co jest w tym albumie?
- Zdjęcia. – mężczyzna poczochrał syna po włosach na co ten zachichotał.
- Ale jakie? – chłopak wpatrzył się zaciekawiony w okładkę – Ze ślubu twojego i mamy? Czy z jej zawodów?
Edward pokręcił głową i otworzył album pokazując chłopcu pierwsze zdjęcie. Widać na nim było samo Valedale oraz kilku druidów, którzy kręcili się pomiędzy budynkami.
- Kto to? – zapytał Gavin wskazując na zakapturzone postacie.
- Druidzi, większość mieszka w Valedale – chłopiec pokiwał głową i dalej przyglądał się zdjęciu z zaciekawieniem – Większość z nich mieszka w miasteczku w lesie w Głuchych Lasach.
Edward po chwili przewrócił stronę i wskazał na jedno z dwóch zdjęć, które było tam przyklejone.
- To są Jeźdźcy Duszy.
- A co to za Jeźdźcy? Są jakieś specjalne?
- Mhm. Mają magiczne moce i chronią świat przed złem.
- A jak się nazywają?
- To Elizabeth, Eva, Catherine, Sigry i Caroline. – wymienił Edward wskazując po kolei na każdą z dziewczyn obecnych na fotografii. Było ona zrobiona na kilka dni przed pierwszym wypadkiem, który zaczął wyniszczać siostrzaństwo.
- A dlaczego na ma gwiazdkę na policzku? – Gavin wskazał na Evę.
- Każda z Jeźdźców Duszy na znamię, które odpowiada kręgowi do którego należy.
- A ile jest kręgów?
- Cztery. Gwiazda to głównie moce leczące, błyskawice odpowiadają bardziej za atak.
- Czyli ta z błyskawicą może rzucać piorunami? Jak Zeus?
- Mhm. Księżyc odpowiada za wizje i moc wchodzenia we wspomnienia innych. A słońce ma głównie moce ochronne i pozwala się teleportować. W każdym pokoleniu jest ich zazwyczaj czwórka.
- Ale tu jest ich piątka. – zauważył Gavin marszcząc brwi.
- Racja, ta piąta jest z nich najsilniejsza. Umie kontrolować moc każdego z kręgów i nie ma żadnego znamienia, tak jak pozostała czwórka. Ona pojawia się tak samo często jak pozostałe jednak nie zawsze idzie wyłapać jej talent. Zwykle pokazuje się on w pełni dopiero po pewnej prowokacji.
- A czemu jest ją tak ciężko znaleźć?
- Bo jest bardzo potężna i jest dziedziczką mocy lokalnej bogini.
- Tej pani z harfą?
- Zgadza się, to Aideen.
- Mhm. A kto jest na tym zdjęciu? – chłopczyk wskazał na postać na drugiej fotografii.
- To jestem ja razem z Evergrey'em i jego bratem.
- Ever.. kim?
- E-ver-grey-em. – powtórzył powoli Edward i uśmiechnął się pod nosem kiedy Gavin spróbował powtórzyć imię jego przyjaciela. – To mój bliski przyjaciel. Ten pan obok niego to Avalon, jego brat. Oboje należą do zakonu druidzkiego.
- Wyglądają nieco dziwnie. – Edward lekko się zaśmiał na uwagę syna.
- Może i racja, ale są bardzo mili. Zwłaszcza Evergrey, chociaż czasem ciężko się z nim dogadać.
- A oni też mieszkają w tym Valedale?
- Oczywiście. Może jak się nam uda pomóc mamie do obiadu i będziemy mieli trochę czasu wolnego to cię tam dzisiaj zabiorę.
- Tak!
Edward zaczął pokazywać synowi pozostałe zdjęcia. Wszystkie zrobił sam, część kilka lat przed tym jak poznał Claire, a inne powstały w czasie jego niedawnych wizyt. Przedstawiały one druidów, Jeźdźców Duszy, Valedale oraz kamienny krąg. Kiedy Edward i Gavin byli już przy końcu albumu do pokoju weszła Claire.
- Nie chcę przeszkadzać, ale muszę was rozdzielić.
- Nie, tata chciał mnie dzisiaj zabrać do Valedale!
- Gavin, idziemy do stajni i nie dyskutuj – Claire podeszła do syna, który niechętnie odsunął się do ojca i do niej podszedł.
Kobieta złapała syna za rękę i pociągnęła go do korytarza. Edward odprowadził żonę i syna wzrokiem po czym wstał i schował album tam gdzie wcześniej. Wiedział, że jego żona chce obejrzeć stajnię zanim zacznie w niej pracować i rozumiał, że chciała zarazić syna swoją pasją do koni.
