Work Text:
Opierał się o framugę, wódka w jednej dłoni, niedopałek w drugiej, uśmiech, ciche, brudne słówka i głośny śmiech, przebijający się przez dudniącą muzykę. Fioletowe światła padające na jego roztrzepane włosy, odbijające się w oczach, ironiczny tekst płynnie przechodzący w flirt, ugięta noga, jakby gotowy do wyjścia, skrzyżowane ręce, jakby naprawdę słuchał. DJ płynnie zmienił kawałek, on poprawił potarganą koszulę i rozpiął guzik. Mimo wieczorowej pory było coraz goręcej. Na parkiecie tańczyło coraz więcej osób, śmiechy i gwizdy nie odwracały już tak bardzo uwagi od cichych rozmów w kątach sali. W tych spojrzeniach kryły się wszystkie tajemnice - wszystkie tak długo skrywane sekrety, najgłębsze bóle i lęki miały dziś ujrzeć światło, nie dzienne, na to było już za późno, ale kolorowych LED-ów i starych, migających w rytm techno, PRL-owskich jarzeniówek. Nikt nic nie powiedział, nie musiał - każdy w jakiś sposób wiedział co się dzisiaj wydarzy. Nie było już czasu na wygładzanie relacji, szukanie wymówek, emocjonalny dystans i odkładania jeszcze na chwilę. Ostatni moment, koniec linii. Było w tym coś niemal magicznego, choć wiarę w świętego Mikołaja porzucili lata temu, dziś po raz ostatni odezwały się w nich te czyste, dziecięce pragnienia.
- Zatańczysz? - gorący podmuch powietrza tuż przy uchu i rozgorączkowane oczy.
Znał ją tak długo, całe życie zamknięte w tak krótkim okresie, a jednak widział ją pierwszy raz. Czas tak szybko płynął, gdy zagubiona dziewczynka w okularach zmieniła się w piękną kobietę, dorosła i dojrzała koleżanka stała się znowu miłą dziewczyną, z którą kiedyś dzielił sekrety. Kim była, jest, będzie. Wszystko się zmienia, zmiany są niezmienne.
Skinięcie głową i taniec na parkiecie, w rytm ciągle zmieniających się kawałków. Trzymali się w spoconych dłoniach, tańczyli jakby robili to od zawsze. Wolniejszy kawałek zakończyli pocałunkiem. Przyciśnięta do ściany całowała równie zaciekle, chcąc wyryć tą noc w pamięci, zatrzymać to wspomnienie na zawsze.
- Kochałam cię - wyszeptała w sekundzie przerwy, zanim znowu zaatakowała jego usta.
- Wiem - odpowiedział, wplatając palce w jej włosy.
Całowali się pierwszy raz. Był w tym żar, pożądanie, ale i słodycz pierwszej miłości, pierwszego całusa w usta, wspomnienie pierwszej randki. Smak czekolady i taniego alkoholu mieszał się z likierem i colą, ciężki zapach powietrza podsycał ogień w ich żyłach, ale obydwoje wiedzieli, że zakończą to na tym. Ostatni raz przejechał językiem po jej wargach, ostatni raz zostawiła szminkę na jego ustach i z westchnieniem wróciła na parkiet. Ulga? Szczęście? Było to wszystko, ale podszyte tym głębokim smutkiem wżerającym się w duszę i barwiącym nawet największe szczęście. A może to nie żal, lecz strach przed nowością, zmianą, dorosłością?
Znowu oparł się o kremowo-żółtą ścianę, sącząc niedopitego wcześniej drinka. Teraz i on wyszukiwał swojego zamknięcia.
Jak przemknęła wokół niego w kokonie z zielonej sukni, delikatnie przesunął palcami po jej mysich warkoczach.
- Tak? - makijaż podkreślił jej oczy, ale nadal najbardziej w niej lubił uśmiech.
- Muszę ci coś powiedzieć - powiedział, patrząc na te czerwone wargi.
Skinęła głową i podeszła bliżej, wdzierając się w jego przestrzeń osobistą. Oddychała szybciej, powietrze pachniało tanimi papierosami. Myślał, że będzie bardziej zdenerwowany, ale czuł tylko spokój. To było coś co należało zrobić.
Przysunął się jeszcze bliżej i objął ją ramionami. Podniósł i obkręcił, starając zachować się jej śmiech w pamięci.
- To koniec - powiedziała, gdy ją puścił. Także spokojnie, bez żalu.
- To koniec - potwierdził, skradając ostatni pocałunek.
Patrzyli na siebie w ciszy. Nie było niezręczności, typowej dla pary po zerwaniu, raczej akceptacja losu.
- Było miło - stwierdziła wreszcie, odwracając się,
- Zadzwoń, jak będziesz chciała - zaproponował, wiedząc, że nie skorzysta.
Tym razem nie stał pod ścianą, a dołączył do zabawy na parkiecie.
- Podoba ci się? - wymamrotał do jakiejś dziewczyny, której imię zniknęło w zasnutym alkoholem mózgu.
- Bardzo - wyszeptała, przesuwając dłońmi po jego barkach, wbijając krótkie paznokcie w skórę.
Podniósł ją i machnął ręką do znajomych. Już jęczała, całując go. Pot spływał z niego, ona przywarła do jego torsu, gotowa i chętna. Wyszli na korytarz. Puścił ją i pocałował.
- To jak tam, ślicznotko? - nadal nie mógł przypomnieć sobie jej imienia.
Zarumieniła się pod jego spojrzeniem, wyzywająco oblizała usta. Chłodne powietrze orzeźwiło ich umysły.
Parsknął śmiechem, ona dołączyła.
- To co, do ju - zatrzymała się w pół słowa. Nie będzie jutra.
- Do zobaczenia - dokończył za nią i patrzył jak zbiegła po schodach, do auta matki.
Wyciągnął ostatniego szluga i uchylił okno. DJ puścił coś Dżemu. Było to niespodziewane, chociaż nie aż tak. Przecież ich piosenka doskonale obrazowała dzisiejszą noc.
- "Ciekawe czy rodzice też tu siedzieli?" - zastanowił się w myślach - " i jaki dziwny jest ten świat, tak w ogóle. Nie jesteśmy dziećmi, już nie" - czuł widmowe usta trzech różnych kobiet, trzech różnych końców na swoich - "ale do dorosłości też nam sporo brakuje. Poza tym ta radość jest jakaś taka bardzo mocna i stłumiona."
Zaciągnął się ostatni raz i rzucił niedopałka.
- Zresztą, o czym w ogóle myślę? - obrócił się i z uśmiechem wrócił do klubu.
Piosenka Dżemu o której tu mowa to "wehikuł czasu"
