Chapter Text
Dwa miesiące.
Dwa cholerne miesiące.
A jedyne co znaleźli, to krew. Krew i więcej krwi. I jeszcze więcej.
Zakrwawiony pistolet, zakrwawiona jego charakterystyczna szara fedora, zakrwawione odciski dłoni, ślady jego butów... I zakrwawiona, pęknięta, przetarta odznaka Gadżeta, którą zamierzał oddać Penny.
Nie było mowy, żeby człowiek, który stracił tyle krwi, przetrwał. Nawet jeżeli pół jego ciała było bioniczne.
Westchnął i spojrzał na godzinę wyświetlaną na wyświetlaczu jego samochodu, siedział w nim dokładnie 13 minut, nie mogąc znaleźć w sobie odwagi, żeby z niego wyjść i przekazać Penny odznakę jej wujka w drewnianym pudełku.
Otworzył drzwi samochodu, wysiadając z niego i zamykając z trzaskiem. Sięgnął do kieszeni po drewniane pudełko, wyjmując je. Koło 50 gram w jego rękach ważyło o wiele więcej, z myślą o rozkazie wysłania jego najlepszego człowieka na misję, która okazała się jego ostatnią.
Gdy wróci do swojego biura, ma zamiar spalić do diabła rozkaz wysłania Inspektora na tą misję, ale tymczasem... Ma ważniejsze rzeczy do zrobienia, które odwlekałby jak tylko by mógł.
Okrył się ciaśniej swoim płaszczem, który nie dawał wiele ciepła w tą zimową pogodę. Zbliżył się do drzwi i zapukał w nie.
Wpatrywał się w mokrą wycieraczkę, sztywną od lodu pod jego butami z napisem "Dzień Dobry!", który w tym miejscu tak rezonował z osobowością właścicieli tego domu, ale tak szczęśliwy spokój został zakłócony, gdy tylko 62 dni temu Gadżet przestał odpowiadać na sygnały.
Jego uwagę przykuły otwierające się drzwi, a w progu Penny z Brainem przy nogach, którego ogon z zaniepokojeniem uderzał o drzwi.
"Czy... Są jakieś wieści?" - dziewczyna spytała się zmęczonym głosem, ale z nadzieją.
Cholera.
Nie ważne ile by się przygotowywał, nigdy nie będzie gotowy, by przekazać takie wieści blondwłosej siostrzenicy swojego Inspektora. By złamać tak kruche serce i nadzieję młodej dziewczynie. Przekazać, że jej jedyny krewny umarł.
Dziewczyna, która w bardzo młodym wieku dowiedziała się, co to znaczy stracić, co to znaczy ból, cierpienie i żałoba. A teraz będzie doświadczać tego ponownie.
"Ja-... Przepraszam." - nie jest w stanie jej spojrzeć w oczy, spogląda w górę, prawie marząc by Bóg go stąd go zabrał i zakopał daleko stąd. - "Czekaliśmy, szukaliśmy śladów, szukaliśmy go... Ale on nie wróci, przepraszam, Penny."
Penny wpatrywała się w niego w szoku, mimo, że ta myśl ciągle krążyła jej po głowie, stopniowo pochłaniając jej nadzieje jak zgnilizna. Powinna być gotowa. Ale fakt, że to się faktycznie dzieje, to inna sprawa. Kontynuował, póki miał siłę. - "John Brown umarł. Poświęcił się, służąc ludziom, zawsze stawiając innych nad nim, choć inni na jego miejscu robiliby odwrotnie." - rozluźnił dłonie, zdając sobie sprawę, że je zaciskał na pudełku, które teraz wyciągnął przed siebie, otwierając go w stronę Penny.
"Jego odznaka. Znaleziona na skraju lasu w Ontario. Był dobrym człowiekiem. Najlepszym."
Brain zaskomlał i oparł głowę o kolano swojej właścicielki. Quimby nigdy nie widział jej tak cichej. Stała jak zamrożona w miejscu, aż w końcu niemal letargicznie sięga po pudełko, wbijając wzrok w odznakę.
"On-..."
Penny bierze pudełko, drugą ręką muskając powierzchnię odznaki. Łzy, które się zbierały, w końcu spływają, gdy zamyka oczy, przyciskając do siebie małe drewniane pudełko. - "N-nie..."
Nabrała drżącego oddechu, po czym opuściła głowę i zaczęła łkać, przytulając do piersi pudełko.
Quimby nie musiał więcej patrzeć, by wiedzieć, że zamierza sprawić, by osoba, która odpowiada za śmierć Gadżeta, żałowała każdej sekundy tej decyzji. Zamierza oddać sprawiedliwość.
Zrobił krok do przodu, do środka domu i zamknął za sobą drzwi, jednocześnie kładąc dłoń na ramieniu Penny i przyciągając ją do siebie.
Zamknął oczy, nie zauważając nawet kiedy łkanie zamieniło się w rozdzierający serce płacz. Jego dłoń przesunęła się na jej plecy, kreśląc uspokajające kółka, gdy jej drobna postura drżała.
"Znaleziono j-jego ciało?" - Penny oparła policzek o ramię Quimby'ego.
"Nie."
Uniosła głowę, z lekką nadzieją - "Więc to znaczy-"
"Nie, Penny. Znaleźliśmy zbyt dużo jego krwi. Daleko już by nie zaszedł. Jeżeli nie znaleźliśmy jego ciała w pobliżu, to jest duże prawdopodobieństwo, że jest w rękach MAD." - przerwał dziewczynie z rosnącym bólem w sercu.
Penny pokręciła głową z zamkniętymi oczami i wyszła z objęć Quimby'ego. - "To znaczy, że się poddajecie?"
"Penny... Wiesz, że będziemy robić wszystko, by znaleźć odpowiedzialnych za to."
"Nie. Nie to. Rezygnujecie z szukania mojego wujka. Znaleźliście tylko jego krew i rzeczy i... I na tej podstawie stwierdzacie, że już nie warto szukać!"
"Widziałem w całej swojej karierze pełno takich lub podobnych przypadków, ale tego nie przetrwałby nikt. MAD od lat chciało się pozbyć Gadżeta i właśnie to zrobiło." - Komisarz zmusił swój głos, żeby złagodniał. - "Penny, on już nie wróci. Odpuść."
Brain szturchnął pyskiem nogę Penny, próbując odwrócić jej myśli, ale dalej stała z wściekłym wyrazem twarzy i łzami spływającymi po policzkach. - "Wierzę, że wciąż jest szansa, że żyje. Gdybym była na Pana miejscu, wciąż bym go szukała."
"Penny... To nie takie proste. Zależy mi na nim. Nawet nie wiesz jak bardzo. Ale nie mogę pozwolić, żeby MAD uciekło, bo będą jeszcze większym niebezpieczeństwem niż już są. Prawdopodobnie mają dokumenty Gadżeta, a jeżeli z nimi uciekną, to śmierć Twojego wujka pójdzie na marne."
Penny spuściła głowę, nie mogąc już Quimby'emu patrzeć w oczy i zwróciła swoją uwagę na odznakę, kciukiem przecierając jej powierzchnie, delikatnie, jakby pod większym naciskiem miała się pokruszyć. - "Czyli policja jest gotowa odpuścić szansę uratowania człowieka, który od lat powstrzymuje Doktora Clawa? Jest bohaterem dla ludzi, symbolem!" - jej głos się łamie i drży.
"Choćbym chciał, nie mogę pewnych rzeczy zrobić, i to jest jedna z nich." - Szef Quimby kucnął z westchnieniem. - "Gdybym dostał taką możliwość, od razu bym z niej skorzystał, ale tu chodzi o zagrożenie międzynarodowe."
Penny wpatrywała się w niego przez chwilę, po czym otarła rękawem łzy, Brain lojalnie przy niej stoi ze spuszczonymi uszami i ogonem, podzielając jej uczucia w ciszy, wiedząc, że lepiej się teraz nie wtrącać. - "Więc co teraz?" - cicho zapytała.
"Szukamy czegokolwiek, priorytet mają dokumenty, gdziekolwiek są. Ale jeśli ma je Gadżet, a MAD go nie jednak nie znalazło, jest on priorytetem." - kładzie dłoń na ramieniu dziewczyny, patrząc na nią ze smutnym wzrokiem. - "Ale nie licz, że żyje. Tak będzie prościej."
Penny przez chwilę jeszcze utrzymywała kontakt wzrokowy, ale Quimby go zerwał wstając i się rozglądając po mieszkaniu. - "Spakuj się. Jutro rano mi napisz jak już będziesz gotowa, masz mój numer. Będziesz mieszkać ze mną i Edith, dobrze?"
