Chapter Text
-Jak mam pokazać ci swoje uczucie? Jak sprawić, byś spojrzał na mnie bez palącej nienawiści? Jak mam cię przeprosić za to wszystko, co ci zrobiłem? Jak sprawić, byś zobaczył we mnie namiastkę rodziny, której sam cię pozbawiłem?
Od powrotu widuję cię codziennie, widzę, jak ćwiczysz, jak uczysz się na nowo żyć z tylko jedną ręką. Staram się być niewidoczny, ale widząc jak spinasz mięśnie wiem, że zdajesz sobie sprawę z mojej obecności. Widzę, jak dyskretnie skanujesz teren spojrzeniem - zawsze wtedy próbuję stać się jeszcze bardziej niewidoczny, ale nie jest to łatwe, nie, gdy trenowaliśmy razem tyle lat, nie, gdy praktycznie jesteśmy swoimi odbiciami w lustrze.
Gdy obserwuję, jak na nowo uczysz się władać mieczem mniej sprawą ręką, mam ochotę podejść i zaproponować pomoc. Niestety, wiem, że odbierzesz to jako zaczepkę, a nie chcę, byś przeze mnie musiał jeszcze bardziej się przeforsowywać.
--------------------------
Codziennie odwiedzam grób Kadara - zawsze, kiedy Ciebie nie ma w pobliżu, zawsze nocą, gdy niezauważony przez nikogo mogę w samotności użalać się nad swoją pychą i głupotą, którą nie raz mi wypomniałeś. Młody asasyn był dla mnie jak brat, jak ktoś, kogo powinienem chronić. Teraz stojąc nad skromnym nagrobkiem czuję ból i żal, choć to nie może się równać z twoimi odczuciami. Stratą ostatniego członka rodziny.
Czasem obserwuję twój samotny marsz po cmentarzu czując się jak intruz, gdy mijasz groby naszych braci, aż zatrzymujesz się tutaj, by w ciszy wylewać swój ból. Mam ochotę wtedy otoczyć cię ramieniem i szeptać ledwo słyszalnie słowa.
-Wszystko będzie dobrze, nie jesteś sam, nigdy nie byłeś i nigdy nie będziesz. Zawsze będę twoim cieniem, zawsze będę kilka kroków przed tobą chroniąc cię, pilnując, by żadne niebezpieczeństwo ci nie zagrażało. Nie popełnię już tego błędu, zmieniłem się i chcę ci to udowodnić.
Ale nigdy nie mam dość odwagi, by podejść.
Ja... kiedyś najlepszy z najlepszych. Asasyn, któremu nieznany był strach.
A teraz? Boję się stracić ostatnią osobę, która coś dla mnie znaczy. Wolę już widzieć w twoich oczach nienawiść niż pustkę na swój widok.
