Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2022-07-11
Words:
581
Chapters:
1/1
Comments:
1
Kudos:
2
Hits:
33

Last Words of a shooting star

Summary:

Świat nie skończył się wybuchem. Nie było błysku, krzyków ludzi czy trzęsienia ziemi. Nie zabrzmiało siedem trąb anielskich, nie przybyło czterech jeźdźców by go zwiastować. Wilki Skol i Hati nie pożarły słońca i księżyca- nie zgasły gwiazdy i ziemi nie zalało morze - nie zginęli bogowie i nie spłonął Asgard. Nie zstąpił Antychryst z Gogiem i Magogiem by siać zniszczenie, ani wybranych nie zaproszono do ogrodu Boga. Nikt nie lamentował, świata nie ogarnęła panika.
Koniec Świata nadszedł spokojnie, był czymś nieuniknionym, ale przez to oczekiwanym.

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Work Text:

Świat nie skończył się wybuchem. Nie było błysku, krzyków ludzi czy trzęsienia ziemi. Nie zabrzmiało siedem trąb anielskich, nie przybyło czterech jeźdźców by go zwiastować. Wilki Skol i Hati nie pożarły słońca i księżyca.- nie zgasły gwiazdy i ziemi nie zalało morze - nie zginęli bogowie i nie spłonął Asgard. Nie zstąpił Antychryst z Gogiem i Magogiem by siać zniszczenie, ani wybranych nie zaproszono no ogrodu Boga. Nikt nie lamentował, świata nie ogarnęła panika.
Koniec Świata nadszedł spokojnie, był czymś nieuniknionym, ale przez to oczekiwanym.
Koniec Świata miał smak ostatniej miski ryżu i ostatniego kubku kawy, który pośpiesznie wlałam w siebie przed wyjściem.
Koniec świata czułam w powietrzu, gdy wychodziłam z domu. Przypominały mi o nim spojrzenia przechodniów, a potem pasażerów metra.
Koniec Świata rozumiał mężczyzna w pogniecionym garniturze i sklejonych taśmą okularach, który stał za blisko krawędzi i unikał patrzenia mi w oczy, kiedy wysiadałam.
Koniec Świata zwiastował trel ptaka, gdy wchodziłam do lasu.
Końca Świata nie powstrzymała tabliczka z ostrzeżeniem którą minęłam, po raz trzeci wchodząc w głąb Aokigahary, znanej też pod inną nazwą.
Końca Świata oczekiwałam z nerwowym podnieceniem podszytym nutką strachu, zagłębiając się w las. Dalej niż każdy reporter nagrywający film o tym miejscu. Dalej niż jakikolwiek wścibski spacerowicz, rzucający współczujące spojrzenia od których miałam ochotę zwymiotować. Dalej niż nieliczni nie zdecydowani, których łatwo rozpoznać po przyśpieszonym kroku i nierównym oddechu, ściskający kieszenie w obawie że ktoś ich nakryje i odbierze im wybór. Dalej, niż ekipy sprzątające i leśniczy mają odwagę się wybrać. Do samego serca lasu.
Koniec świata rozbrzmiewał głuchą ciszą, gdy ostrożnie stąpając szłam między drzewami. Nie śpieszyłam się, ani nie odwlekałam powodu mojej ostatniej wizyty.
O Końcu Świata dobrze wiedziała dziewczyna w szkolnym mundurku, tak często fetyszyzowanym w mediach, z którą minęłam się i kiwnęłyśmy sobie głowami. Żadnych słów, prób pocieszenia czy kamery wycelowanej mi w twarz - dlatego ich lubię, a oni lubią mnie. Lubimy się nawzajem - jedyni, którzy naprawdę rozumieją, nie wyjdą już z morza drzew.
Świadkiem Końca Świata będzie wysoki cedr, niczym nie wyróżniający się na tle lasu.
Koniec Świata poprzedza drzazga, która wbija mi się pod paznokieć, kiedy wspinam się na wybrane drzewo. Syczę z bólu, jednak się nie zatrzymuję - równie dobrze mogłabym zejść i ze zwieszoną głową wrócić na stację.
Jestem więcej niż przygotowana na koniec świata - zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Wyciągam z plecaka linę i odtwarzam supeł, który tyle razy ćwiczyłam w domu. Szarpię, żeby upewnić się że trzyma i siadam po turecku na gałęzi. Wyławiam z kieszeni cukierka i wsuwam go do ust, papierek chowając do plecaka. Uśmiecham się po raz ostatni, kiedy słodki smak rozchodzi mi się w ustach. Po chwili cichego przeżuwania, słodycz roztapia mi się na języku, pozostawiając wiśniowy posmak i ostatnie miłe wspomnienie.
Koniec Świat nigdy nie wydawał się bliższy, kiedy ignoruje uporczywe brzęczenie telefonu i powoli mrugam, przeżywając moment. Lina jest długa, ale cedr na którego gałęzi kucam jest dostatecznie wysoki.
Świat nie kończy się wybuchem. Nie wyją syreny alarmowe, nie ma panikujących ludzi. Liderzy państw nie wygłaszają inspirujących przemówień w telewizji, a Ziemi nie zagraża żaden kosmita lub wirus sztucznie stworzony w laboratorium.
Świat kończy się ostatnim oddechem, który biorę.
Świat kończy się szelestem liny między moimi palcami.
Świat kończy się fikołkiem, który robi mój żołądek kiedy moje stopy tracą oparcie.
Świat Kończy się spadaniem, które wydaje się wiecznością mimo czasu trwania krótszego niż mrugnięcie.
Świat Kończy się bolesnym szarpnięciem naszyjnik ze sznura.

 

 

 

 

 

 

 

Mój Świat kończy się śpiewem ptaka na pobliskiej gałęzi przerywającym ciszę i stalowym niebem, zwiastującym deszcz który nie nadejdzie.

Notes:

To moja pierwsza praca, nie zjedzcie mnie proszę!
Ta oto amalgamacja jest wytworem mojej bezsenności i randomowych porywów twórczości o trzeciej nad ranem. Za często nie mogę spać, więc spodziewajcie się tłumaczenia na angielski.

Bessoskiiii!