Actions

Work Header

W drodze do uleczenia

Summary:

Legolas potrzebuje pomocy, Elrond mu to oferuje, a Estel pomaga.

Notes:

TW: Opis cięcia się i nie najlepszego stanu psychicznego

Wszelkie opinie przyjmuję bardzo chętnie :))

Ps. Na dole znajdziesz tłumaczenia z elfickiego

Chapter 1

Notes:

Chętnie przyjmę wszelkie opinie na temat moich prac

(See the end of the chapter for more notes.)

Chapter Text

Legolas zamknął drzwi do gabinetu swojego ojca z cichym westchnieniem. Jak zwykle dostał monolog o tym co powinien jeszcze poprawić i w czym popełnił błąd. Zero pochwał za wszelkie sukcesy. Cały czas był porównywany z swoim rodzeństwem, które w oczach jego ojca było niemal doskonałe, nie to co Legolas. Nie ważne jak ciężko pracował, jak bardzo się starał, zawsze był ktoś kto był od niego lepszy, bardziej doskonały i perfekcyjny. Poczucie winy zalewało jego umysł po raz kolejny po rozmowie, która raczej była monologiem, z jego ojcem. 

Wolnym krokiem ruszył z powrotem na kort strzelecki, by jeszcze trochę doszlifować swoje umiejętności strzelania z łuku. Słońce powoli zachodziło, więc nie było dużo ludzi wokół kortu. Legolas był z tego powodu zadowolony myśląc, że mniej osób będzie widziało jego niepowodzenia. Ustawił tor przeszkód, który na pozór wydawał się nie do przejścia, podobny kiedyś ułożyli dla niego bracia. Miał tylko trzy strzały, a tor składał się z 20 celów. Musiał strzelać do celów jednocześnie zbierając poprzednie strzały. 

Ćwiczył aż do zachodu słońca i trochę po nim argumentując to możliwością lepszego nauczenia się strzelania z ograniczonym widzeniem. Skończył dopiero wtedy, gdy uzyskał satysfakcjonujący czas przejścia toru. Po odłożeniu łuku i strzał do zbrojowni udał się do swojej kwatery by iść spać i wypocząć na kolejny dzień ciężkich ćwiczeń, który nadchodził. Na blacie jego biurka piętrzyły się książki i zwoje zabrane z biblioteki do przeczytania. Popatrzył na nie przez chwile nie poświęcając wiele uwagi ich tytułom. Zastanawiał się, czy nie przeczytać czegoś jeszcze dzisiaj, aby uczynić ten dzień jeszcze bardziej produktywnym, ale zmęczenie zabrał górę nad chęcią bycia stale produktywnym. 

Wykąpał się i przebrał w szatę do snu, kładąc się do łóżka myślał o minionym dniu, wszystkich rzeczach jakie zrobił. Szybko zauważył liczne błędy w swoim działaniu, słowach, czy nawet myślach. Chciał być perfekcyjny ponad wszystko, tego oczekiwał od niego jego ojciec, bracia, lud. Bycia perfekcyjnym i nienagannym. Takie proste a on tego nie mógł wypełnić, cały czas popełniał błędy. Wiedział, że jego ojciec jest nim rozczarowany za każdym razem jak zrobi coś nie tak, nie dziwi się mu, sam jest sobą rozczarowany wiele razy. Zasypia z łzami w oczach przygnębiony całym otaczającym go światem i własną nieudolnością. 

Budzi się z koszmaru ciężko oddychając, nie mogąc nabrać powietrza w płucach. Ciało ma zalane zimnym potem, a jego serce biło nadzwyczajnie szybko. Nie pamięta co działo się w jego złym śnie, ale wie, że było to skrajnie tragiczne, ucieleśnienie jego największych strachów. Słońce nawet nie zeszło nad horyzont, ale Legolas wiedział, że już nie zaśnie, był za bardzo rozbudzony. Starał się usiąść na łóżku i wykąpać się by zmyć lepki pot z jego ciała, ale kiedy tylko ściągnął koc, pod którym spał owiał go chłodny wiat, że aż przeszły go dreszcze. Przezwyciężył dyskomfort i wstał z łóżka kierując się do biurka, gdzie stała butelka z wodą. W ustach miał pustynię, uczucie takie jakby nie pił nic od kilku tygodni. Jego krok był trochę chwiejny dalej wstrząśnięty po koszmarze. Przechylił ostrożnie butelkę z wodą, starając się jej nie upuścić i nic nie rozlać. Upuszczenie karafki łączyło by się pewnie z jej roztrzaskaniem co zaalarmowało by straż, która przybiegła by zobaczyć co dzieje się z księciem. To byłaby już prosta droga do jego ojca, który oczywiście nie może dowiedzieć się o tym jak jego syn był słaby, że nawet prosty nieistotny koszmar jest w stanie go pokonać. 

Udało mu się napełnić szklankę nie rozlewając niczego. Wypił ją za jednym razem będąc wdzięcznym za jej odświeżające uczucie na suchym gardle. Nie zgasiło to jego pragnienia, więc nalał kolejną szklankę, którą wypił równie szybko czując większą ulgę. Nie wiedział czemu czuje się tak źle, to było niemal do niego niepodobne, bardzo rzadko czuł się źle. Zazwyczaj nie miał na to czasu, cały czas musiał coś robić, chwile, kiedy nic nie robił były chwilami zmarnowanymi. Zawsze było coś produktywnego do zrobienia. Chwycił rękami krawędź biurka i pochylił się nad nim dając sobie chwilę na odpoczynek. Wziął kilka głębokich wdechów i kazał samemu sobie ogarnąć się i coś z sobą zrobić. 

Kiedy jego oddech wrócił do normy, a serce przestało mu kołatać, podszedł do szafy i wyciągnął z niej ubrania na nadchodzący dzień, uprzednio przypominając sobie co musi dzisiaj zrobić. Kąpiel pomogła pozbyć się mu lepkiego uczucia na skórze od potu jednocześnie usuwając wszelkie pozostałości po nocy. Dał włosom wyschnąć na świeżym powietrzu, kiedy czytał książkę, która zalegała na jego biurku od dłuższego czasu. Jego ojciec dał mu kiedyś dość wyraźnie znać, że wymaga od niego dużej wiedzy na różne tematy, więc Legolas, kiedy tylko mógł czytał książki i zwoje z ich biblioteki. Sam z siebie był bardzo chętny do poznawania świata, a myśl jego ojca tylko go dodatkowo motywowała. 

Kiedy jego włosy były już suche zaczął zaplatać w zgrabne warkocze, tak by nie ograniczały mu pola widzenia w trakcie intensywnego dnia. W przeciwieństwie do jego ojca, Legolas nie lubił, kiedy jego włosy spływały niezorganizowanie po jego plecach, ramionach i twarzy. Słońce zaczęło wschodzić oblewając pokój Legolasa złotym blaskiem. 

Jedną z najmniej ulubionych rzeczy w rytmie dnia Legolasa zdecydowanie były to posiłki. Większość jadł z swoim ojcem i braćmi, panowała wtedy napięta atmosfera, która była wyczuwalna przez wszystkich. Powietrze było tak gęste, że spokojnie można by było je ciąć mieczem. Król posłał wszystkim z pozoru obojętne spojrzenie, ale jednak było ono podsycane poczuciem wyższości nad kimkolwiek w pokoju, albo to tylko tak Legolasowi się wydawało, ponieważ zawsze bał się patrzeć innym w oczy. Jego wzrok był cały czas utkwiony w talerzu przed sobą, z którego zjadał tylko minimalną ilość jedzenia, na tyle duża by jego ojciec nie miał z tym problemu, ale na tyle małą aby nie miał odruchu wymiotnego od brzucha zawiązanego w supeł, przez gardzący wzrok jego ojca. 

Tego dnia nie było inaczej, a może nawet gorzej. Atmosfera była tak gęsta, że Legolasowi wydawało się, że nie ma czym oddychać. Z jeszcze większą trudnością przełykał jedzenie, a ból głowy był nie do zniesienia, czuł jakby miał mu rozerwać głowę na dwie części. Thranduil skończył jeść, odsunął się delikatnie od stołu i spojrzał na najmłodszego syna. 

— Legolasie, jak skończysz jeść przyjdź do mnie do gabinetu. Musimy porozmawiać — powiedział poważnie i tylko przelotnie spojrzał na pozostałych synów przy stole. Wstał i krokiem przepełnionym gracją, i wyniosłością opuścił jadalnię. Legolasowi od razu podeszło jedzenie do gardła, rozmowa z ojcem nigdy nie wskazywała czegoś dobrego. Starał się przeanalizować wszystko co zrobił w ostatnim czasie źle, by móc się przygotować na ewentualne rozczarowanie ojca swoim zachowaniem. Nie mógł sobie nic przypomnieć poza wczorajszym torem przeszkód i koszmarem. Koszmar odpadał, ponieważ nikt nie mógł go zauważyć. Pozostał więc tor przeszkód, może jego ojciec zauważył jak bardzo mu nie szło i chciał wyrazić swoje rozczarowanie. 

Delikatnie trzęsącą się ręką podniósł szklankę wody, wypił ją od razu. Starał się jak najbardziej uspokoić przed rozmową z Królem. Wymienił szybkie spojrzenie z braćmi, wstał od stołu i skinął im głową. Ruszył niepewnym krokiem do gabinetu ojca. Zapukał w drewniane duże drzwi i czekał na głośne i donośne „Wejść”. Nacisnął klamkę wypuszczając powietrze, które nieświadomie wstrzymywał. Thranduil siedział przy swoim wielkim drewnianym biurku i czytał jakiś zwój, który miał na sobie pieczęć Imladris, więc musiał to być list od Lorda Elronda. 

— Usiądź, ionneg — powiedział bez odrywania wzroku od zwoju, który czytał. Legolas usiadł na krześle znajdującym się dokładnie naprzeciwko Króla Greenwood. Rozejrzał się nerwowo po biurku patrząc na leżące dokumenty, jednym z nich była mapa Greenwood. 

— O czym chciałeś rozmawiać, ada? — zapytał w końcu młody książę trochę zniecierpliwiony czekaniem. 

— Chcę abyś wyruszył na patrol w przyszłym tygodniu, na zachodni skraj lasu. Coraz więcej pająków podchodzi pod granicę. Nie zawiedź mnie, ionneg, liczę na ciebie. — Jego głos był niemal bez emocji, jak mówił to nie patrzył na Legolasa, jedynie podczas ostatniego zdania. To spojrzenie niebieskich jak lód oczu przeszyło księcia jak zimny wiatr. Skinął delikatnie głową, wstał i wyszedł z pokoju, kierując się od razu na plac treningowy. 

Brzuch dalej miał zawiązany w węzeł, głowa również nie przestała boleć. Starał się wytrzymać i nie dawać po sobie poznać, że jest coś nie tak. Poszedł w miejsce, gdzie zazwyczaj o tej porze jest Devor, jego sparingpartner. Po drodze zahaczył o zbrojownię skąd wziął swoje dwa bliźniacze miecze. Myśli w głowie nie dają mu spokoju, nadal chodzi po nim słowa ojca o tym, że ma go nie zawieść. Legolas czuje jakby cały czas go zawodził. Nie ważne co robił. Jakby dalej nie był w stanie sprostać jego oczekiwaniom.  

Dźwięk otwieranych drzwi wyławia go z morza złych myśli i przywraca do rzeczywistości. Rusza do wyjścia wartkim krokiem, jakby chciał uciec od myśli jakie miał w tym miejscu. Dwa uspokajające oddechy i idzie dalej szukając swojego sparingpartnera. Devor siedział pod drzewem i patrzył jak reszta jego podopiecznych sparuje. Jest on głównym dowódcą, również patrolu, w którym patroluje Legolas, to z nim będzie miał patrol w przyszłym tygodniu.

— Czy chciałbyś ze mną po sparować, Devor? 

— Oczywiście, Ernil — powiedział, wstając spod drzewa i zabierając swój miecz. 

Sparing szedł im całkiem dobrze poza momentami, gdy myśli Legolasa uciekały daleko stąd gubiąc się. Większość wygrywał Legolas, mimo swojego ogólnego rozdrażnienia poprzednią rozmową z ojcem. Zebrała się wokół nich spora grupka osób patrząc jak walczą. Kiedy wzrok Legolasa podniósł się trochę zobaczył Thranduila na balkonie patrzącego na nich z góry. Od razu rozkojarzył się widząc to oceniające spojrzenie. Jego przeciwnik wykorzystał to i zaatakował raniąc go w ramię. Rana mocno krwawiła, a ból zaćmił mózg Legolasa. Skupił się na promieniującym bólu z ramienia tak bardzo, że nie wzruszyło nim rozczarowane spojrzenie ojca. Przyłożył rękę do rany delikatnie ją uciskają, aby zatamować krwawienie. 

— Przepraszam, Ernil, nie chciałem ciebie zranić, spodziewałem się, że zablokujesz mój atak — przeprosił Devor. 

— Nic się nie stało, nie musisz przepraszać — odparł lekko lekceważąco Legolas i skierował się do zbrojowni by odłożyć swoje miecze. Następnie ruszył do pokoju uzdrowiciela by opatrzyć ranę. Nie zastał tam nikogo, więc zabrał bandaż, podwinął rękaw i owinął ramię ciasno bandażem. Kłujący ból był dziwnie uspokajający, nie czuł aż tak bardzo poczucia winy za przegrany pojedynek na oczach ojca, czy też danie zranienia się. Nie myślał też o tym co jego ojciec powie na ten temat. Postanowił cieszyć się spokojem i czystością umysłu, i kontynuować zajęcia dnia codziennego z lepszym humorem.


Czas mijał, jutro miał wyruszać na patrol. Odurzenie spowodowane raną szybko minęło pozostawiając go z brutalną rzeczywistością, chciał znów czuć się tak jak wtedy, kiedy był ranny. Myślał nad celowym zranieniem się by zobaczyć czy znów poczuje się tak dobrze jak wtedy, ale coś mu w tym przeszkadzało. Nie chciał by jego ojciec się dowiedział, jakby tak się stało nie zniósłby tego rozczarowania w jego oczach, kiedy musi mówić jak bardzo jest znów rozczarowany zachowaniem Legolasa. Jednocześnie nie ma nic innego co sprawiłoby mu taki spokój w ciągu ostatnich kilku lat. Kiedyś nawet liczył, że jego ojciec pochwali go i nagrodzi za jego ciężką pracę, ale szybko porzucił to myślenie zauważając, ile błędów popełnia, o których nawet ojciec nie wie. Te błędy co dzieją się za zamkniętymi drzwiami, gdzie nikt nie patrzy. Nikt nie widzi jak wypłakuje sobie oczy po kolejnej naganie ojca, czy popełnionym błędzie. Nikt nie widzi jak bardzo cierpi w środku jak znów nie zrobi czegoś perfekcyjnie i zaleje go fala poczucia winy. Nikt nie widzi jak bardzo czasem czuje się pusty, bez emocji, bez nadziei, bez ambicji. 

Gdyby Legolas miałby zdecydować czasy, gdy nie czuje nic, są gorsze od największego dołka emocjonalnego. Czas, gdy leżysz w łóżku i patrzysz w sufit czekając na upragniony sen, chwila spokoju od nienazwanego zmęczenia, które czujesz przez większość dnia. Chcesz płakać, ale z twoich oczu nie lecą żadne łzy, nie możesz nawet powiedzieć czemu chcesz płakać, czy to przez żałosność swojej sytuacji, poczucie winy, czy smutek jakimś wydarzeniem. Jedyne co czujesz to pustka i zmęczenie. Tego czasu najbardziej obawiał się Legolas, tej obojętności na wszystko wokół. Jak na razie miał tylko kilka takich chwil, ale obawiał się ich cały czas. 

Kolacja przeddzień wyjazdu była równie napięta co śniadanie, po którym poinformowano go o patrolu. Thranduil, Elior i Lestor jedli w ciszy swoje dania, a Legolas grzebał w swoim talerzu biorąc do ust minimalne porcje jedzenia, które i tak smakowało jak papier. Jego myśli były stosunkowo daleko, nie rejestrował niczego co działo się wokół, próbował wymyślić jak zrobić nacięcie tak by nikt się nie zorientował. Myślał o tym od dłuższego czasu. Na ogół bardzo dużo myślał i analizował wszystko co się dzieje swoje wypowiedzi, działania i plany, zawsze starał się wyeliminować błędy i możliwe niepowodzenia. Przez kilka ostatnich dni powstrzymywał się przed cięciem się w obawie, że jego ojciec to odkryje, ale teraz gdy wyjeżdża na kilka dni z domu nie będzie jego ojca by go doglądać, nikt nie stoi mu na przeszkodzie by chociaż sprawdzić, czy to pomoże.  Z głębin jego umysłu wybudził go głos jego ojca. 

— Podejdź do mojego gabinetu, Legolasie, jak skończysz — powiedział swoim typowym chłodnym tonem i odszedł od stołu. Legolas tylko pokiwał głową i siedział przez chwilę na krześle patrząc się tępo w talerz. Twarz miał bez żadnych emocji, jakby jej wyraz został gdzieś zagubiony lub wymazany. Elior i Lestor wymienili porozumiewawcze spojrzenia szczerze martwiąc się o swojego młodszego brata. Widzieli, że odkąd ojciec zaczął nakładać na niego większy nacisk, ten zaczął się oddalać od wszystkich wokół. Kiedyś bardzo lubił się bawić z swoimi starszymi braćmi, teraz patrzył na nich jakby byli jego wrogami i mu źle życzyli. Ich ojciec porównywał starszych braci do Legolasa stawiając ich na piedestale mówiąc mu, że powinien być tacy jak oni. Początkowo czuł podziw i chęć dorównania rodzeństwu. Teraz czuł się niedoceniony przez ojca, gorszy od swojego rodzeństwa, co podsycało jego wewnętrzną niechęć do braci. Często posyłał im wrogie spojrzenia, gdy ojciec znów ich wychwalał.

Wstał od stołu skinął braciom głową i udał się już niemal wydeptaną przez niego ścieżką do gabinetu ojca. Zapukał w dobrze znane mu drewniane drzwi, a gdy usłyszał równie zdenerwowane pozwolenie na wejście nacisnął klamkę i wszedł do doskonale znanego mu pokoju. Spodziewał się usłyszeć tą samą śpiewkę co zawsze, o tym jak bardzo jest niewystarczający i jak to bardzo zawodzi ojca. Chciał wejść usłyszeć to co ma usłyszeć i wyjść. Bez zbędnych rozmów. Tak jak zwykle się to odbywało. 

— Usiądź, Legolasie. — Wskazał na to samo krzesło co zawsze. Legolas usiadł posłusznie i patrzył na twarz ojca bez wyrazu, nie nawiązując jednocześnie kontaktu wzrokowego. Zastanawiał się jak może jednocześnie się stresować i nie stresować. Jednocześnie był skrajnie przerażony opinią ojca o nim, ale z drugiej strony miał to już wszystko gdzieś i chciał tylko iść spać w swoim łóżku i liczyć, że jutro dzień będzie lepszy. 

— Chcę abyś na patrolu był w szczytowej formie i nie robił takich głupich błędów jak podczas ostatniego sparingu z Devorem. Kiedy wrócisz liczę na raport o stanie zachodniej granicy. Nie zawiedź mnie, ionneg. — Ton miał zimny, ale rozkazujący. Kładąc nacisk, że liczy na swojego syna. 

— Postaram się ciebie nie zawieść — powiedział dumnie, pewny siebie. Thranduil skinął mu głową, dając znać, że może wyjść, co Legolas uczynił. 

Dźwięk zamykanych drzwi rozwiązał napięcie, którego nawet nie zauważył. Wypuścił powietrze i oparł się o ścianę obok. Jedno spotkanie z ojcem potrafiło wyczerpać więcej jego siły niż ciężki trening. Przestał opierać się o ścianę, ale pozostając w jej zasięgu, szedł powolnym krokiem w stronę swojego pokoju trzymając rękę na ścianie, jakby w obawie, że się przewróci i nie będzie miał się czego złapać. Gdy tylko wszedł do pokoju zastąpił ubrania dzienne na te do spania i padł na łóżko. Jak jego głowa dotknęła poduszki nagle, jakby za dotknięcie magicznej różdżki całe zmęczenie go opuściło. Dalej czuł się zmęczony fizycznie, ale jego umysł nie potrafił się uspokoić i dać ciału odpocząć. 

Ciepłe słone łzy leciały mu z oczu spływając po policzkach i uderzając w kolanach na których spoczywały jego ręce podtrzymujące głowę, która teraz wydawała się ponadprzeciętnie ciężka. Czuł, jak rozpada się jego maska spokoju, chłodu i opanowania, którą tak często nosił przed innymi. Spogląda swoimi intensywnie niebieskimi oczami, teraz załzawionymi i czerwonymi, na nóż, który spokojnie sobie leżał na biurku. Bił się z myślami. Chciał to zrobić, ale wiedział, że to mu nie pomoże, może nawet zaszkodzić. Pokusa poczucia znowu tego spokoju była za duża, chciał w końcu móc zasnąć i przespać całą noc bez zbędnych koszmarów. 

Podniósł się powoli na trzęsących się nogach i najciszej jak mógł podszedł do biurka. Gdy wyciągnął rękę do przodu zauważył jak bardzo się trzęsie, delikatnie podniósł nóż i obejrzał go w rękach. Zbliżył palec do ostrza i zaciął się delikatnie sprawdzając czy jest ostry. Wrócił do łóżka siadając na krawędzi, podniósł delikatnie koszulkę odsłaniając swój umięśniony brzuch. Nie chciał ciąć się po ramionach, ponieważ zauważył, gdy był ranny, że gorzej się strzela i posługuje mieczem, chciał tego uniknąć ze względu na swój patrol. 

Zbliżył ostrzę do skóry i wykonał płytkie nacięcie. Krew zaczęła się od razu sączyć, dodał jeszcze dwa inne nacięcia obok równie płytkie i krótkie jak tamto. Rany były na tyle płytkie, że nie wymagały bycia owiniętą bandażem, Legolas przyłożył trochę czystego materiału wchłaniając wypływającą krew. Uczucie bólu było wyzwalające, chaos w jego głowie, niemal zniknął i zastąpił go spokój, wraz z delikatną dawką przyjemności. Kiedy krwawienie ustało, Legolas posprzątał wszystko i zasnął niemal od razu, zadowolony czystością umysłu jaką miał. W końcu zapanował spokój.

Notes:

Greenwood - Mroczna Puszcza
Imladris - Rivendell
ionneg - Mój synu
ada - ojciec
Ernil - książę